Zaznacz stronę

Owidiusz stwierdził dawno temu, że „Koniec wieńczy dzieło”. Inny „poeta” Pan Leszek Miller, powiedział że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Trudno się z nimi nie zgodzić, ale nie należy zapominać o tym, że prolog również jest bardzo ważną częścią filmowego rzemiosła. Bo przecież służy m.in. prezentacji tła fabularnego i nastroju opowieści, ukierunkowuje nas na właściwy odbiór bohaterów i historii. Czasem jest po prostu ciekawy jako sam w sobie, tworząc niejako odrębne dzieło, które znakomicie wybroniłoby się w osobno. Niektórzy reżyserzy dbają o to by początek ich dzieła był odpowiednio mocny, inni zaś wręcz przeciwnie stosują zasadę wzrastającego napięcia. Wszystko zależy od indywidualnych preferencji twórców.  Wystarczy tego wprowadzenia. Lista jest całkowicie subiektywna, co może być zarówno jej największą zaletą jak i największym przekleństwem.  Dzisiaj miejsca od 25 do 16. Następna część? Będzie na pewno :)

P.S. Po kliknięciu na obrazek zostaniecie przekierowani do Youtubowej przeglądarki, bądź w inne miejsce gdzie będzie możliwość podglądnięcia klipu. Enjoy!

25. „THE WIRE”

Skromny początek wielkiego serialu.  Historia gościa znanego jako „Snoot Boogie”. Niby banał, ale jakoś wciąż siedzi mi w głowie i w pewien dziwny sposób rozczula moje twarde męskie serducho. Ja wiem, że to nic nadzwyczajnego. Po prawdzie, to tylko dwie gadające głowy,  ale : „Got to. This is America, man”. Tego się nie zapomina. Wiecie, tak właśnie tworzy się historia.

24. „BRAZIL”

Nadmiernie rozrośnięty aparat administracyjny  „pożera” kolejną bogu ducha winną osobę. Urzeczywistniony senny koszmar liberała w ujęciu Terry’ego Gilliama. Cudownie groteskowe, a jednocześnie przerażające.

23. „WŁADCA PIERŚCIENI: DRUŻYNA

PIERŚCIENIA” 

Swego czasu wprowadzenie to zrobiło na mnie potężne wrażenie. Nastrój wystawnego widowiska fantastycznego, rozmach, przepych i epickość bijąca z każdej klatki obrazu. Nie byłoby tego gdyby nie popis magików od efektów specjalnych. Między innymi z tego powodu , tak nisko na liście. Kiedyś się zestarzeje i już nie będzie robić takiego wrażenia. A może po prostu wypisuję głupoty?

22. „VERTIGO”

Jakaś pozycja Alfreda Hitchcocka musiała znaleźć w moim rankingu. W końcu to on wypowiedział słynne słowa „na początku powinno być trzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć”. Mistrz nie zwykł rzucać słów na wiatr, a „Vertigo” jest tego najlepszym dowodem. Zapraszam do oglądania.

21. „TRAINSPOTTING”

Esencja stylu Danny’ego Boyla’a. Montaż, zdjęcia i dynamika. Moim skromnym zdaniem, wyżej anonsowany tytuł, to najlepszy jego film. Choose life. Choose a job. Choose a career. Choose a family. Choose “Trainspotting”

20. „THE HURT LOCKER”

Świetnie rozegrane i zakończone mocnym uderzeniem. Tylko tyle i aż tyle. Plus jeden z najefektowniejszych wybuchów jakie kiedykolwiek widziałem w kinie. Na osiągnięcie dwudziestego miejsca wystarczyło.

 19. „THE DARJEELING LIMITED”

Bill Murray i zatłoczone indyjskie ulice. Zakończone rozpaczliwym biegiem na pociąg, przy dźwiękach “This time tomorrow” zespołu The Kinks. Może i Wes Anderson miał lepsze filmy, ale żadnego tak elegancko nie rozpoczął jak właśnie tego. Mistrzowsko zapakowany cukiereczek.

18. „OCZY WĘŻA”

Umieszczam tą pozycje na mojej liście, głównie za realizacyjną precyzję Briana de Palmy i operatora Stephena H. Buruma. No bo kto to widział żeby rozpoczynać film od prawie 13 minutowego master shota (dokładnie 12 minut i 32 sekundy) Bezczelność i tyle. Ale wrażenie robi niemałe.

 17. „BEZ LĘKU”

Podoba mi się w dziele Petera Weira niesamowity spokój z jakim rozpoczyna się akcja. Wszystko jest odpowiednio stonowane i wyciszone, nawet pomimo tego, iż przecież jesteśmy świadkami czegoś na wskroś dramtycznego. Podoba mi się realizacja. Podoba mi się Jeff Bridges. Właściwie to wszystko mi się podoba.

UWAGA! Film odnośniku oglądać od 25 sekundy, bo wcześniej są jakieś pierdoły.

 

16. „LUDZKIE DZIECI”

Pierwszą dziesiątkę zamyka prolog do najlepszego filmu s-f XXI wieku ( ot, taka tam moja mała dygresja). A sam prolog? Perfekcyjnie skrojony, odmierzony jak od linijki. Nie za długo, dosadnie i na temat. Po prostu świetne wprowadzenie w realia świata przedstawionego