Zaznacz stronę

La grande finale. Tutaj finałowa trójka zmieniała się jak w kalejdoskopie. Co dzień to inny układ. Ostatecznie musiałem się w końcu zdecydować. Wyszło jak wyszło, ale nie traktujcie tego rankingu kategorycznie. To tylko zabawa. Ok, ale żeby już  nie przedłużać. Oto finałowa piątka.  Zapraszam do oglądania i komentowania.

P.S. Jeszcze raz przypominam, że klikając na obrazek możecie zobaczyć wybrany prolog.

5. „BĘKARTY WOJNY”

Zdecydowanie najnowszy film w tym zestawieniu. Ale to nie szkodzi. Prolog rozgrywający się na francuskiej prowincji potrafi zmasakrować w typowo tarantinowskim stylu. Dialogi, dialogi, dialogi i piękna wolta w końcówce.  Że co? Mówicie, że niby prolog do „Pulp Fiction” lepszy? Też świetny, ale wolę Bastardów.

4. „CZŁOWIEK Z KSIĘŻYCA”

Wyobraźcie sobie faceta, który z wyglądu  przypomina stuprocentowego kretyna i mówiącego wprost do siedzącego przed ekranem widza, iż filmu nie będzie, bo był tak fatalny, że jedyne co da się oglądać to napisy końcowe.  No i na ekranie, pojawiają się właśnie napisy końcowe, a my zaczynamy się zastanawiać o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Spokojnie zaraz wszystko się wyjaśni.  Jeden z niewielu przypadków, gdzie autentycznie popłakałem się ze śmiechu.


3. ” 2001:ODYSEJA KOSMICZNA”

Dziwne, nietypowe, niezwykłe, tajemnicze, ale jednocześnie – jeśli spojrzymy całościowo –  logiczne wprowadzenie.  O filmie Kubricka napisano już chyba wszystko, więc ja ograniczę się tylko do stwierdzenia, że pierwsze 20 minut to absolutna i niepodważalna klasyka (ach ten słynny rzut kością…). Kto nie zna ten trąba. Rzekłem


2. „PEWNEGO RAZU NA DZIKIM ZACHODZIE”

Sergio Leone był wielki. Najlepiej udowadnia to właśnie w swoim najpoważniejszym dziele. Fenomenalny film musi zacząć w fenomenalny sposób. Długie minuty ciszy i narastające napięcie, prowadzące do klasycznej westernowej puenty każdego konfliktu. Lepiej się tego zrobić nie dało. Motyw z muchą zdecydowanie warty zapamiętania. Magia, po prostu.

1. „MAGNOLIA”

P.T. Anderson raz jeszcze, tylko tym razem na samym szczycie listy!  Przyznam się szczerze, że nawet nie bardzo wiem co napisać. Po prostu oglądnijcie i pozwólcie żeby opadły wam szczęki. Ja swoją zbierałem z podłogi, jeszcze długo po seansie. Niebanalna rozprawka o przeznaczeniu zamknięta w 6 minutach reżyserskiego mistrzostwa. I choć ideologicznie nie po drodze  mi z tym co próbuje wmówić widzom Anderson, to na kilka chwil udało mu się sprawić, że pomyślałem: A może faktycznie facet ma rację?  Owacja na stojąco dla „Magnolii”!