Zaznacz stronę

Wczoraj widziany. Jutro zapomniany. Tak w dużym skrócie mógłbym podsumować „Królewnę Śnieżkę i Łowcę” i wcale nie byłaby to strasznie krzywdząca opinia. Mogło być naprawdę pięknie, a tymczasem jedyne, co mi zostanie w głowie po seansie to złowieszcza Charlize Theron, która od dzisiaj będzie mi się pewnie śnić po nocach jako uosobienie – a zarazem przestroga – tego do czego może doprowadzić determinacja zranionej kobiety. Dobrze, że nawet ze skrajnie złych filmów można się czasem czegoś nauczyć. Choć, marne to pocieszenie…

Bo właściwie, z czym do ludzi? Z kulawą fabułą nieprowadzącą do żadnych ciekawych wniosków, przeskakującą tylko z miejsca do miejsca, po to tylko by dwóch godzinach projekcji dojść w końcu do wiadomego końca? Raczej nie. Zaczyna się przecież jak zwykle. Od opowieści o dobrym królu, wspaniałej królowej oraz ich cudownej córce, żyjących w idyllicznym królestwie dobrobytu. Później przechodzimy do tragicznej śmierci ukochanej matki Śnieżki, a w konsekwencji do złej macochy, wiodącej rozżalonego króla ku smutnemu końcowi, jakim będzie jeszcze więcej śmierci, złu wylewającemu się na kwitnącą krainę oraz uczynienie Śnieżki więźniem we własnym domu. I tak dalej i dalej, aż w końcu następuje klasycznie baśniowe deus ex machina, prowadzące do logicznej konkluzji, że nic nie trwa wiecznie. Nawet zło absolutne.

Królewna Śnieżka i Łowca” nijak nie potrafi zaskoczyć, a kolejne zwroty akcji są przewidywalne jak codzienna kawa. Obejść się bez niej nie w sposób, ale wiadomo, że już nie kopnie tak mocno jak za pierwszym razem. Jedynie w dwóch, trzech momentach uda się odejść od mocno wystrzępionych ścieżek, po to by za chwile z powrotem wskoczyć w siodło klasycznego mitu, podążającego znaną drogą w oczywistym kierunku. Braki treściowe „Królewna Śnieżka i Łowca” próbuje nadrabiać elegancką stylizacją, jednakże tam gdzie niedomaga fabuła, nie pomoże nawet oryginalny setting wyjęty wprost z kart mrocznych opowieści fantasy.

Strasznie bezpłciowe to filmidło, które ratuje chyba tylko grająca na granicy aktorskiej szarży, Charlize Theron. Tylko, co z tego skoro, przez większość seansu trzeba oglądać nudną jak deszczowy październik, Śnieżkę. „Królewna Śnieżka i Łowca” jest klasycznym przykładem kina, w którym to antagonista jest najciekawszą postacią w filmie. Zła królowa w autorskiej wersji debiutującego reżysera Ruperta Andersa,  bardziej przypomina spełniony sen seksualnego fetyszysty o kobiecie-modliszce niż – jak to częściej bywa – sfrustrowaną panią domu z obsesją na punkcie własnego wyglądu. Za to plusik. Prawdopodobnie, ktoś w montażowni szybko zauważył, iż postać grana przez Chalize Theron wyraźne dominuje nad pozostałymi charakterami, dlatego też w miarę rozwoju akcji coraz mniej ekranowego czasu poświęca się blondwłosej wiedźmie, a zamiast tego zmusza się nas do oglądania grającej z mimicznym zatwardzeniem – Kirsten Stewart. Głównie z jej winy, zamiast kibicować na wskroś dobrej Śnieżce, wolelibyśmy by została jak najszybciej spacyfikowana, na wskutek jednego z niegodziwych planów Ravenny. Sytuację jeszcze niejako ratuje drugi plan w postaci charyzmatycznego Chrisa Hemswortha oraz sympatycznej ekipy siedmiu krasnoludków, w której skład wchodzą takie tuzy drugiego planu jak  Ian McShane czy Bob Hoskins, ale i tak żaden z aktorów nie przebija Ravenny pod względem aktorskiego magnetyzmu. Potwierdza się zatem stara prawda, że zło najbardziej efektowne jest na kinowym ekranie.

Scenariusz wprawdzie próbuje nawiązać w jakiś sposób do gry odwiecznych dualizmów – takich dobro i zło – ale i tak prędzej czy później wszystkie próby pogłębienia fabuły kończą się na przewidywalnych zwrotach akcji oraz mętnych dialogach, z których nic nie wynika, poza zwyczajnym przynudzaniem na poziomie przeciętnego licealisty z pisarskim zacięciem. Ambitne zamiary zostają, więc zmarnowane na ołtarzu bylejakości, a „Królewna Śnieżka i Łowca” pozostanie niewiele więcej niż mętną obietnicą dojrzałego kina fantasy. Może nie jest to zły film, ale po prostu nudny. Nudny w taki sposób, jak nudne słuchanie tej samej opowieści, snutej tylko przez innego bajarza. Szlachetne założenie by uczynić „Królewnę Śnieżkę i Łowcę” bliższą klasycznym opowieściom braci Grimm, rozbija się niestety o ścianę logicznych błędów i nieprzemyślanych decyzji, na czele z główną pomyłką, jaką było obsadzenie Kirsten Stewart, jako odtwórczyni tytułowej roli. Nie udało się, choć od czasu do czasu zdarzają się przebłyski lepszej reżyserskiej formy, to za dużo tutaj zmarnowanego potencjału, by się nie irytować. Nie polecam.