Zaznacz stronę

Uwaga ! Uwaga! Lubicie Shyamalana? No jak to nie znacie!? A takie tytuły jak „Szósty zmysł”, „Osada” , „Niezniszczalny”, „Znaki” to nic wam nie mówią!? No teraz lepiej, więcej osób podniosło dłonie. Mam do was parę pytań, więc słuchajcie uważnie. Po pierwsze, ile osób wierzyło w jego odrodzenie po „Kobiecie w błękitnej wodzie”? Całkiem sporo. W końcu nie jest to tak zły film jak mówią. A ile osób wierzyło w niego po obejrzeniu „Zdarzeniu”? Hmm, zdecydowanie mniej, ale doskonale rozumiem tych którzy opuścili ręce. Myślicie, że wraz z kolejnym filmem nastąpi jego triumfalny powrót, jako twórcy kina popularnego, że znów zaskoczy wszystkich jakimś szokującym twistem? Powiadam wam, porzućcie wszelką nadzieję, bowiem Shyamalan jakiego znacie już nie istnieje. Jego najnowszy film, jest jeszcze gorszy i przebija pod tym względem nawet wspomniane „Zdarzenie”. A to już nie lada osiągnięcie.


Co jest z nim nie tak, zapytacie zapewne. Przede wszystkim uwiera fakt, że „Ostatni Władca Wiatru” jest filmem kompletnie pozbawionym ikry. Dramaturgia się rozłazi, postacie są mdłe i ciężko się z nimi w jakikolwiek sposób zidentyfikować, akcja jest rwana,  a scenariusz mało przekonywujący. W ogóle film sprawia wrażenie bycia zripowaną wersją z jakiegoś 60 odcinkowego serialu animowanego. Nie dziwne, w końcu naprawdę jest adaptacją takiego serialu, znanego w Polsce pod tytułem „Awatar: Legenda Aanga”. Wyraźnie czuć bowiem, że najnowszy (po)twór Shyamalana, skierowany jest do fanów serialu oraz w kierunku  raczej młodszej części widowni. Dorośli nie mają tu czego szukać, a i w kategorii filmów dla dzieci i młodzieży jest sporo zdecydowanie bardziej wartościowych filmów niż „Ostatni władca wiatru”. Szkoda, bo liczyłem że dostanę chociaż sprawne widowisko fantastyczne, niestety nie otrzymałem nawet tego.

Oczywiście dałoby się pochwalić kilka elementów. Całkiem niezła warstwa wizualna, nienajgorsze efekty specjalne to niewątpliwie jakieś atuty tego tytułu. Wśród całej scenariuszowej mielizny, na wyróżnienie zasługuje posiadający największy potencjał dramaturgiczny wątek Księcia Zuko i jego opiekuna. Jest on zdecydowanie ciekawszy od głównego wątku i jakoś pozwolił mi przeżyć ten film. By jednak nie zrobiło się zbyt słodko, to wspomnę jeszcze że to dopiero pierwsza część cyklu i w zasadzie żaden z wątków nie zostaje rozwiązany w satysfakcjonujący sposób. Taki to przyjemny film. Właściwie sprawia on wrażenie, jakby  Shyamalan nie uczestniczył w jakikolwiek sposób w tej produkcji, bowiem nie znajdziecie elementów które charakteryzowały kiedyś jego twórczość. Budowanie napięcia? Innym razem. Ciekawy pomysł wyjściowy? Nie bardzo. Oszczędne dialogi i nieśpieszne tempo opowieści. To nie ten film. To może chociaż zaskakujący twist? Zapomnijcie.

W końcu zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno Shyamalan podpisał się  pod „Ostatnim Władcą Wiatru”. Może to jednak nie jest jego film? Może nastąpiła tragiczna w skutkach pomyłka? Może dostaniemy zaskakujący, niespodziewany zwrot akcji przy okazji napisów końcowych? Koniec filmu już tuż tuż, a ja ciągle siedzę jak na szpilkach. Przyglądam się uważniej, i co widzę? „ Directed, Written and Edited by M.Night Shyamalan”. Nic dodać, nic ująć.

Mel właśnie obejrzał „Ostatniego władcę wiatru” :) (kadr z „Znaków”)