Zaznacz stronę

Jesień to dla wielu wyjątkowo podły czas. Wychodzisz z pracy, szkoły czy z innego miejsca w którym spędzasz większą część swojego życia, a na dworze albo zimno, albo ciemno. A  najczęściej i jedno i drugie. Najgorsza zaś z tego wszystkiego jest przejmująca świadomość, że przez kilka najbliższych miesięcy będzie tylko gorzej. Coraz zimniej i coraz ciemniej. Wracasz do domu i myślisz, że jak w końcu usiądziesz i się zrelaksujesz to jakoś przetrwasz kolejny dzień bez depresji. W końcu jesteś i dowiadujesz się, że właśnie wystartował nowy polski serial o tytule „Bez tajemnic”. Oglądasz i już wiesz, że w tej kategorii będzie to najlepsza rzecz jaką zrobiono w tym kraju  od bardzo, bardzo dawna. Wiesz także, że w najbliższym czasie będziesz chodził zdołowany od poniedziałku do piątku. Ale i tak będziesz oglądał. Jesień właśnie stała się jeszcze bardziej mroczna.

„Bez tajemnic” to minimalistyczna w formie opowieść o pewnym terapeucie i jego pacjentach. Zamknięta w czterech ścianach, próba zmierzenia się z własnymi frustracjami. Mamy okazję podglądać pełen zakres ludzkich problemów. Strach przed małżeństwem, nastoletni  bunt, niepokojącą świadomość własnej niemocy, stresy związane z pracą, małżeńskie lęki związane z posiadaniem dziecka czy nieszczęśliwą  miłość. To tak na szybko po zobaczeniu kilku pierwszych odcinków. Serial wręcz lubuje się w prezentowaniu niewygodnych tematów, mówiąc o sprawach, które każdy z nas wolałby zapomnieć. Rzadko kto się tutaj uśmiecha. Zresztą czy ktokolwiek jest w stanie się uśmiechać gdy próbuje komuś opowiedzieć jak bardzo świat który sobie stworzył jest popieprzony i jak bardzo jest mu źle w jego własnej skórze? Głupie pytanie. Dlatego, też z góry uprzedzam, że „Bez tajemnic” nie jest dla ludzi, którzy po prostu chcą oglądnąć coś na koniec dnia i poczuć się dobrze. Oczywiście humor dialogowy wciąż jest obecny, a twórcy nie epatują na siłę atmosferą beznadziejności, ale  już po początkowych epizodach czuć, że będzie można tu odnaleźć jakiś kawałek własnego życia. Podobne lęki. Podobne udręki. Poważnie, po takiej ponad 20 minutowej sesji (bo tyle mnie więcej trwa jeden epizod) można złapać lekkiego doła. Nie jest to łatwa rzecz w oglądaniu. Oparta tylko i wyłącznie na dialogach i scenariuszu. Praktycznie pozbawiony muzyki czy wizualnych fajerwerków. Podstawą jest umiejętność słuchania i identyfikacja z bohaterami. Z tym ostatnim, z biegiem czasu, nie powinno być problemów. Więcej nie napiszę, bo musiałbym pewnie grzebać w swoim własnym śmietniku, dlatego też ostrzegam osoby które brzydzą się słuchaniem o cudzych problemach, jak i te których nie kręcą depresyjne nastroje o poważne zastanowienie się czy chcą przeżyć takie doświadczenie.

Jeśli ktoś lubi tego typu klimaty, to „Bez tajemnic” to najlepszy wybór (a w zasadzie jedyny) spośród rodzimych produkcji.  Samo spojrzenie na listę płac, uświadamia nam, że aktorsko też jest bardzo dobrze. Krystyna Janda czy Marcin Dorociński to klasa sama w sobie. Reszta aktorów wprawdzie mniej znana, ale póki co, mogę powiedzieć, że wypadają naprawdę dobrze. Jest jeszcze Janusz Radziwiłowicz, który gra najważniejszą postać czyli terapeutę. No i cóż, Pan Janusz swoją charyzmą po prostu wypala żarówki w pokoju i wypada tylko żałować, iż tak rzadko można go oglądać w innych rolach. Za zdjęcia odpowiada Michał Englert, zaś reżyseruje Jacek Boruch czyli twórca naprawdę udanego „Wszystko co kocham”. Udało się, więc zebrać bardzo silną ekipę. I to widać.

„Bez tajemnic” to produkcja oparta na znanym i uznanym amerykańskim serialu „In Treatment”. Przyznaje się, że oryginału nie widziałem i pewnie w najbliższym czasie nie zobaczę. Znajomy jednak, który widział jankeską wersję, twierdzi jednak, że fabuła jest dokładnie taka sama jak i u nas. Ba! Nawet dialogi, są żywcem skopiowane od amerykanów. „Bez tajemnic” to więc, dość bezpieczna próba wybadania jak tematy tego typu sprawdzą się na naszym rynku. Nie wiem jaka będzie moja opinia po ostatnim odcinku sezonu i nie wiem czy polska wersja jest lepsza/gorsza od oryginału. Póki co, to ostatnie niespecjalnie mnie obchodzi, a z tym pierwszym jeszcze trzeba będzie poczekać, zatem nie pozostaje mi nic innego jak, polecić oglądanie tego serialu. Nic lepszego aktualnie polska branża telewizyjna nie ma do zaoferowania. Do telewizorów marsz, więc!